Pięć rowerowych frustracji

Rower gotowy do jazdy

Nadeszły ciepłe dni i przesiadłem się na rower. Nie dlatego, że to takie ekologiczne, chociaż w sumie coś w tym jest. Ale jeżdżę rowerem żeby nie zrobić się pewnego dnia całkiem okrągły. Tylko że o ile zdrowie i kondycja fizyczna rzeczywiście się poprawia, to każda rowerowa jazda przyczynia mi frustracji i odbiera wiarę w rozum i w ogóle w ludzkość jako taką.

Na przykład nie ma dnia, by ktoś nie próbował mnie zabić na drodze. Najczęściej robią to, w trakcie rozmowy przez telefon lub poprawiania makijażu, kierowcy samochodów na tzw. skrętach warunkowych, oznaczonych zieloną strzałką.

O nich jednak pisał tu nie będę, bo jadąc rowerem spotykam znacznie ciekawsze typy, na których widok nie wiem czy się śmiać, czy się bać...

1. Kółkownik

To zadziwiające, ale "kółkownikiem" jest najczęściej doświadczony rowerzysta na mega-wypasionym sprzęcie. Tuż przed przejazdem dla rowerów, czekając na światłach, zaczyna jeździć w kółko na zasadzie "oj, nie mogę się zatrzymać!" i kręci te kółka non-stop, chyba, że uda mu się złapać latarni. Dla mnie wygląda to trochę śmiesznie. Myślę wtedy, że kupił sobie po prostu za wysoki rower, albo za bardzo podniósł siodełko. Niestety to wywijanie kółek sprawia, że nie da się podjechać do przejazdu w obawie przed wypadkiem. Nie da się też dynamicznie ruszyć, bo kiedy światła się zmieniają na zielone, "kółkownik" często jest dopiero w połowie swojej orbity.

Zagrożenie: niegroźną stłuczką lub napadem irytacji.

2. Dama z łasiczką

Nie chodzi mi o sławny obraz Leonarda, czyli "Damę z gronostajem". Mam na myśli ten żart rysunkowy przedstawiający samotną kreskę na ukos, która oznacza, że łasiczka na smyczy już przeszła, a dama jeszcze nie. Na obrazku to śmieszy, ale na ścieżce rowerowej o zmierzchu jest przerażające. Pani stoi za drzewem po jednej stronie, malutki piesek buszuje w trawie po stronie przeciwnej, a na rowerzystę czeka rozciągnięta linka-pułapka, często cienka i ledwie widoczna.

Zagrożenie: poważnym wypadkiem rowerzysty i/lub pieska.

3. Papużki nierozłączki

Czy droga ma szerokość dwóch metrów, czy kilkudziesięciu centymetrów, oni zawsze muszą jechać obok siebie. Pół biedy, jeśli na prostej drodze jedzie tak dziewczyna z chłopakiem. Gorzej, jeśli zza obsadzonego krzewami zakrętu wyłaniają się nagle dwa rozpędzone stukilowe misie, by napotkać na przykład mnie - jadącego z przeciwka. A wszyscy zasuwamy 25km/h albo i więcej. Te prędkości przy czołowym zderzeniu się sumują i dają efekt dokładnie taki sam, jakby samochód jadący z pełną "miejską" prędkością uderzył w pieszego.

Zagrożenie: śmiercią.

4. Rowerem jestem...

To kategoria bardzo szeroka. Obejmuje użytkowników hulajnóg, mamy z wózkami (przecież też mają kółka), dzieci na deskach... Droga dla rowerów zdaje się być tak naprawdę Ścieżką Do Uprawiania Sportów Wszelakich. Korzystają z niej więc osoby uprawiające jogging, nordic walking... oraz - niestety - rolkarze. Rzecz w tym, że ci wszyscy wymienieni wcześniej mają przewidywalny kierunek ruchu, natomiast jazda na rolkach jest specyficzna i trochę podobna do jazdy na łyżwach. Wymusza ciągłe bujanie się z jednej strony na drugą. Takiego osobnika nie sposób wyminąc. Nic nie powiem, jeżeli dzieje się to na pięknie wyasfaltowanej drodze rowerowej, a obok jest popękany chodnik. Ale często jest tak, że na obu częściach drogi leży ta sama kostka brukowa, a połówka przeznaczona dla rowerów po prostu ładnie wygląda, bo taka czerwona. I wszyscy rowerzyści muszą lawirować między ludźmi, bo na pięknej czerwonej drodze buja się powolutku dziewczyna na rolkach.

Zagrożenie: zderzeniem z pieszym.

5. Strachobździj

To ten, który kupił sobie skuter albo quada, ale boi się nim jechać ulicą, między samochodami. Dlatego jeździ ścieżkami rowerowymi. Tam jest odważny, a boją się inni. Tam pozwala sobie nawet zatrąbić na wolniej jadących rowerzystów i przepędzić ich z drogi. Teoretycznie ma do tego prawo, bo jednoślad z silnikiem o pojemności do 50 cm jest traktowany w zasadzie niemal tak samo, jak rower. Ale kiedy jadę spokojnie w ciszy wśród innych rowerzystów i nagle za plecami słyszę ryk silnika, to po prostu bardzo stresuje i jeszcze na dodatek długo potem śmierdzi spalinami.

Zagrożenie: w zasadzie żadne, ale i tak strasznie wkurza.

Reklama