Gdzie bociany mają pętlę

Cała wyprawa zaczęła się od tego, że pewnego dnia postanowiłem naocznie sprawdzić, dokąd odlatują bociany. A gdzie to jest? No jak to, przecież wszyscy wiedzą, że w tzw. ciepłych krajach. Tylko gdzie te "ciepłe kraje" dokładnie leżą? Można zgadywać, że gdzieś w Afryce, ale co dalej?

No więc okazało się, że na przykład w Maroko. Co ciekawe, bociany tu nie tylko przeczekują naszą zimę, ale w dodatku zakładają gniazda. Na przykład na szczycie Bab Agnaua, czyli największej i najbardziej zdobionej bramy Marakeszu, bo tak wysoko zazwyczaj nikt ich nie niepokoi. 

Marakesz, bociany na szczycie bramy Bab Agnaua

Zwykle mają tam spokój, ale ostatnio (2011 r.) bociany w całym Maroko nie mają lekkiego życia. Tutaj też dotarły podmuchy arabskiej "wiosny ludów", demonstracje i prostesty. Z punktu widzenia bocianów wygląda to tak, że w pobliżu ich gniazd zbierają się tysiące krzyczących ludzi i ptaki bardzo się tego boją. 20 lutego nad Marakeszem obserwowałem stado kilkudziesięciu zdezorientowanych bocianów krążących nad miastem - zachowywały się tak nietypowo, że w pierwszym momencie ich sylwetki na tle jasnego nieba skojarzyły mi się z sępami, ale nie - to były boćki. Za późno wyciągnąłem aparat żeby zrobić im zdjęcie, a prawdę mówiąc sam też nie byłem wtedy zbyt pewny siebie - i jak się okazało słusznie, bo pokojowa demonstracja przerodziła się w uliczną przemoc. Ale o tym gdzie indziej i kiedy indziej.

Bocianów pełno też w opuszczonych ruinach pałacu Badii oraz... na wieżach stacji przekaźnikowych telefonii komórkowej. Ciekawe, czy te ze zdjęcia poniżej przyleciały z Warmii albo Mazur?

Marakesz, bociany na stacji przekaźnikowej

A teraz dobrze, przyznam się, że trochę Was nabrałem. Bo to nie są nasze, polskie boćki, tylko te z Europy zachodniej. Okazało się, że bociany nie lubią nadkładać drogi, a już zupełnie nie chcą długo lecieć nad Morzem Śródziemnym, na którym nie ma gdzie wylądować i odpocząć, więc ustaliły sobie dwie ulubione trasy.

Te z zachodu pokonują krótszą odległość. Lecą przez Hiszpanię, bo tam Cieśninę Gibraltarską pokonują w kilka godzin i już są w Afryce, właśnie w Maroku. Później rozpraszają się trochę po Afryce Północnej, ale większość zostaje w Maroku i pobliskiej Algierii, bo żeby wybrać się dalej, musiałyby przelecieć nad Saharą, a to bardzo niebezpieczna podróż.

A te ze wschodu Europy - w tym z Polski - lecą prosto na południe, zbierają się wszystkie w Rumunii i Bułgarii, a potem już wspólnie lecą do Egiptu (przez Kanał Sueski) i dalej do Sudanu, Kenii, Etiopii i Kongo. Innymi słowy to wytrawni podróżnicy i widzą znacznie większy kawałek świata :-)

Reklama