Trznadel saharyjski

Trznadel saharyjski w Marakeszu, Maroko

Trznadel saharyjski to taki północnoafrykański wróbelek, wszędzie go pełno, a szczególnie w miastach. Tylko że naszych wróbli jest coraz mniej, a trznadelków chyba coraz więcej. Zwłaszcza w Maroku, gdzie mieszka właśnie bohater poniższego zdjęcia.

Zaskoczyła mnie pewna rzecz. Gdybym chciał zrobić tego rodzaju portret któremuś z polskich ptaków, chociażby wspomnianemu wróbelkowi, musiałbym zaopatrzyć się w potężny teleobiektyw, a najlepiej zamaskować się i spędzić przynajmniej kilka godzin czekając, aż fotografowany ptaszek da się nabrać i podleci na tyle blisko, żeby na zdjęciu wyszedł dostatecznie duży. A tu - to znaczy w Marakeszu? Trznadelki siadają sobie pół metra od człowieka i nic sobie nie robią z jego obecności. Zupełnie się nie boją, nawet, jeżeli ktoś do nich podchodzi i celuje dziwnymi urządzeniami.

Wydaje mi się, że to wynika z rodzaju relacji między człowiekiem a przyrodą, zupełnie innej niż u nas. Tam ona jakoś nie jest traktowana jako przeszkoda i nikomu nie przychodzi do głowy by te ptaszki przeganiać, nawet, jeżeli włażą do worków z ziarnem, czyli "lezą w szkodę". Są w zasadzie nietykalne. Podobno wynika to nie tyle z ogólnej proekologicznej świadomości Marokańczyków, co z jakichś wierzeń czy przesądów. Niestety nie udało mi się dokładnie ustalić na czym rzecz polega. Tak czy inaczej, nikt na ptaszki ręki nie podniesie - wręcz przeciwnie, zapraszane są do domów, do sklepów jak honorowi goście. Co tu ukrywać - kolorowe i pięknie śpiewające, naprawdę umilają życie.

Trznadelki o swoich przywilejach doskonale wiedzą. Rozzuchwaliły się do tego stopnia, że potrafią się wkurzyć na człowieka, jeśli robi coś, co im nie odpowiada. Kiedy robiłem zdjęcia, jeden z nich w pewnym momencie zaczął latać dookoła mnie i strasznie ćwierkać - wyglądało to zupełnie tak, jakby mi "nawrzucał" za to, że zakłócam mu sjestę. Zadziorna bestia ;-)

A mnie przyszła wówczas do głowy refleksja, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, o ile ciekawszy, barwniejszy i bardziej przyjazny byłby świat, gdybyśmy - my, Europejczycy, a przede wszystkim my, Polacy - nauczyli się traktować przyrodę jak przyjaciela, a nie jako zasoby do wykorzystania i spieniężenia...

Reklama