Kup pan owcę

Owce sprzedawane na placu Jamaa el Fna, Marakesz

Proszę sobie wyobrazić taką oto scenę. Miejscem akcji niech będzie ponad milionowe miasto, niegdysiejsza stolica. Trochę jak nasz Kraków, chociaż to akurat miasto - Marakesz - jest zdecydowanie bardziej egzotyczne. W centrum tego miasta znajduje się słynny i znany na całym świecie plac, otoczony sklepikami, straganami, butikami. Ciągnąc dalej analogię, coś jak krakowski rynek.

I wśród tych sklepików, wśród budek z sokami, wśród drobnych kafejek, stary Berber przychodzi sprzedać jagnię.

Nie wiadomo, czy bardziej uderza egzotyka - że to się dzieje w ogromnym mieście - czy swojskość, że owca. Wiem w każdym razie, że czar zadziałał na wszystkich. I na przyjezdnych, i na miejscowych, którzy zbiegli się obserwować dobijanie targu. Owieczka znalazła się w centrum zainteresowania, przebijając nawet takie atrakcje jak tresowane małpy czy zaklinane i kołyszące się w takt muzyki gnawa jadowite kobry.

Targowanie się trwało długo. Jagniątko musiało przecież przejść pełen zestaw badań. Oglądano zęby, kopytka. Uważnie patrzono też w oczy, bo częstą praktyką jest tutaj podawanie chorym zwierzętom narkotyku, aby je na chwilę pobudzić. Przyprowadzono też owcę-mamę, żeby udowodnić, że małe pochodzi "z dobrej rodziny".

Scena sprzedawania jagniątka w obecności jego mamy skojarzyła mi się z wcale nie tak dawnymi czasami, kiedy na skraju Jamaa el Fna, a właściwie na łączącym się z nim ukrytym placyku odbywał się targ niewolników i w ten sam sposób sprzedawało się ludzi. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to właśnie Arabowie z północy zapoczątkowali eksploatację "zasobów ludzkich" Czarnego Lądu - europejskie mocarstwa kolonialne jedynie podchwyciły pomysł. Na szczęście dziś to już przeszłość i na Jamaa el Fna ludźmi się nie handluje.

Teraz handluje się nimi nieco dalej na południu, w trudniej dostępnych dla Europejczyków miasteczkach.

Być może zainteresuje Cię również:
  • Cafe pod Atlasem
    czwartek, 24. lt. 2011

    Siedzę sobie w Marakeszu, w cafe Glacier. Atlas, ten geograficzny, mogę zamknąć i odłożyć do plecaka, bo Atlas, ten prawdziwy, wyrasta nad horyzont błękitną wstęgą i wydaje się być wręcz na wyciągnięcie ręki...

  • Afrykański dwusuw
    poniedziałek, 07. mrz. 2011

    Dwusuw, banalnie prosty silnik na olej i benzynę, z europejskich ulic zaczął znikać już w latach 80-tych. Ale w zatłoczonych miastach Afryki żyje nadal i ma się bardzo dobrze.

  • Przewodnicy na manowce
    środa, 09. mrz. 2011

    Faux guides, czyli fałszywi przewodnicy, to prawdziwa zmora dla przybywających do Marakeszu W mieście, w którym każdy gubi się momentalnie, miejscowi doskonale wiedzą, widząc Europejczyka, że szukał, właśnie szuka, lub za chwilę będzie szukał drogi...

  • Pomarańcze
    piątek, 11. mrz. 2011

    Skuszony licznymi opisami w internecie dałem się namówić na szklaneczkę soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy na słynnym placu Jamaa el Fna w Marakeszu. Sok wyciskają na oczach spragnionego klienta sprzedawcy w charakterystycznych kolorowych wozach rozstawionych po całym placu. A wrażenia?

  • Osiołek - najlepszy przyjaciel człowieka
    wtorek, 01. mrz. 2011

    Podobno prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To przysłowie jest prawdziwe zwłaszcza w Marakeszu, gdzie biedy nie brakuje i gdzie mało kogo stać na własne cztery kółka, a nawet dwa z małym silniczkiem wymagają pewnej zamożności. W takich warunkach najlepszym przyjacielem okazuje się być... osiołek.